Kasper Lemiesz

Ambiwalentne dzierganie piękna z kłopotów naszego czasu 


Jestem kimś w rodzaju pirata łajby zwanej życiem, jakby działo się to co się dzieje. Kolor żagli, styl obicia foteli i kilwater mojego statku, wynika z tarapatów i piękna, miejsca i czasu, w którym żyję.

Na zewnątrz jestem dyrektorem Liceum Sowizdrzała w Katowicach i młodym guślarzem w Hajmacie Końca (naszym sierocińcu kultury pod przykrywką fundacji); zagubionym przewodnikiem dla osób tropiących ich miejsce służby w kończącym się świecie; wsparciem dla organizacji i społeczności, które próbują służyć swoim małym kulturom.

Ale to tylko przykrywka, tak naprawdę bliżej mi do mnicha w świątyni Baba Jagi; rycerza ostrego umysłu i serca; kulturowego górnika, który próbuje szukać w głębinach ambiwalencji i w ten sposób odbudowywać relację z jego małym centrum świata, jego ziemią świętą.

W powietrzu wisi zapach wagarów. W ustach zostaje posmak inicjacji.